- Co z Petunią? Pomaga ci? – spytał Severus.
- Nie, całe dnie przesiaduje w swoim pokoju.
- Nigdy jej nie lubiłem. Może przejdę się do was i z nią porozmawiam?
Lily spojrzała na niego groźnie.
- Ani się waż. Czy musimy cały czas o tym rozmawiać? Myślałam, że pomożesz mi przestać myśleć, a ty cały czas drążysz ten temat.
- To w takim razie, o czym chcesz rozmawiać?
- Chciałabym zadać ci pytanie, tylko obiecaj, że mi na nie odpowiesz.
- Nie będę obiecywać ci czegoś w ciemno. Po prostu powiedz mi, o co chodzi.
- Dlaczego, wtedy w piątej klasie, nazwałeś mnie szlamą? Tak bardzo mnie nienawidzisz?
- Lily, to nie tak – zaczął i zamilkł na chwilę. – Od pierwszego dnia spędzonego w Slytherinie widzę, jak ci ludzie reagują na czarodziejów urodzonych w nie magicznych rodzinach i mugoli. Oni chcą się ich… was pozbyć. Nazwałem cię tak, bo za bardzo mi na tobie zależy, bym mógł cię stracić. Pomyślałem, że lepiej stracić cię jako przyjaciółkę niż pozbawić cię życia.
- Ale przecież…
- Gdybym tego nie zrobił, oboje bylibyśmy celem ataku – kontynuował. – Oni nie zwracają uwagi na czyjeś uczucia, nie znają litości. Zrobiliby ci krzywdę, tylko dlatego, że jesteś moją przyjaciółką.
- To tylko dzieciaki! Chyba nie sądzisz, że w Hogwarcie ktokolwiek mógłby czyhać na nasze życie!
- Wszędzie, nawet w Hogwarcie, istnieją moce, o których nie masz pojęcia i nawet sobie ich nie wyobrażasz. Od nich nie ma ucieczki. Znajdą cię nawet na końcu świata, zadadzą ból, zabiją, bez zmrużenia oka.
- Czyli czeka nas wojna?
- Wojna już się zaczęła.
Tym razem milczenie trwało dłuższą chwilę. W końcu Severus chrząknął i spytał:
- Czy teraz ja mógłbym zadać ci pytanie?
- Strzelaj.
- Kochasz Pottera? – wyrzucił szybko i czekał z zapartym tchem na reakcję. Oczekiwał krzyków lub złości.
- Nie wiem – odpowiedziała, wbijając wzrok w ziemię. – Trudno jest nazwać to, co czuję. Pamiętam, że często przez niego płakałam, jak mnie ranił, jednak gdy się do siebie nie odzywaliśmy bardzo mi go brakowało. Myślę, że na pewien sposób jest po prostu moim przyjacielem.
- Rozumiem. Nigdy nie myślałaś o nim jako… potencjalnym chłopaku?
- Ja i Potter? Chyba żartujesz! – Lily zaśmiała się.
- Wiele dziewczyn uważa, że jest przystojny. Nie podoba ci się?
- Nigdy nie powiedziałam, że mi się nie podoba, ale wygląd to nie wszystko.
- Czyli jednak się w nim podkochujesz.
- Wiesz co, Sev? –Lily wstała. – Lepiej, żebyśmy się teraz rozeszli. Nie chcę się z tobą kłócić.
***
Dzwonek przerwał jej przygotowywanie obiadu. Złapała ręcznik i wycierając ręce, podeszła do drzwi.
- Potter? Co ty tutaj robisz?
Cały układany podczas podróży plan wyparował i James nie wiedział, co powiedzieć.
- Cześć, Lily. Słyszałem, co się stało i… pomyślałem, że może potrzebujesz wsparcia.
Patrzył na nią i w napięciu czekał na odpowiedź.
- Wejdź.
- Muszę zrobić obiad – powiedziała Evans, gdy weszli do kuchni.
- Nie przeszkadzaj sobie, poczekam.
James usiadł przy drewnianym, kwadratowym stole i rozejrzał się. Pomieszczenie było słoneczne, pomalowane na pastelowe kolory. W prawym rogu, naprzeciwko reszty mebli stał fotel bujany i koszyk wypełniony gazetami. Obok, na szafce, leżały druty i kłębek wełny.
- Nie wiedziałem, że potrafisz gotować.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
- Czy kiedykolwiek pozwolisz mi je poznać?
Lily odwróciła się.
- James, ja…
- Znowu gadasz sama do siebie? – spytała Petunia, wszedłszy do kuchni. – O, nie wiedziałam, że masz gościa. Myślałam, że w tej twojej szkole są same dziwolągi jak ty, a tu takie zdziwienie. Jestem Petunia.
Dziewczyna wyciągnęła rękę ponad stołem, ale Potter jej nie uścisnął.
- James.
- Jesteś z Surrey?
- Nie, przyjechałem z Liverpoolu.
- Merseyside? Przejechałeś tyle mil dla niej?
- Czemu tak cię to dziwi? Czyżby nikt nie chciał tego zrobić dla ciebie?
- Jak śmiesz…
- Petunio, myślę, że powinnaś iść do siebie – wtrąciła Lily. – Zawołam cię na obiad.
- Nie mów mi, co mam robić. Ale nawet gdybyś mnie błagała, to i tak nie zostałabym tutaj ani chwili dłużej. Oboje jesteście tak samo nienormalni.
Odwróciła się na pięcie i wyszła z kuchni.
- Przepraszam cię za nią. Nie wiem, co w nią wstąpiło.
- Nie przepraszaj, w końcu to nie twoja wina. Dlaczego ona tak się wobec ciebie zachowuje?
- Wszystko zaczęło się, jak dostałam list z Hogwartu. Myślę, że nie może znieść faktu, że nie jest czarownicą.
- To nie jest powód.
- Mi tego nie musisz tłumaczyć.
- James, powiedz mi, skąd wiedziałeś o mamie? Przecież nikt…
- Dostałem list od Snape’a.
- Od Severusa?
- Sama zobacz – powiedział i podał jej kawałek pergaminu, który wyjął z kieszeni.
- Nie spodziewałam się tego po nim.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się zdziwiłem, gdy go dostałem. Chyba jest to odpowiedni moment na tymczasowe zawieszenie broni.
- Dziękuję, że przyjechałeś.
- Dla ciebie zrobiłbym wszystko.
- Wiem o tym i naprawdę to doceniam. James, chciałam cię szczerze przeprosić za to, co działo się w szkole. Chciałam to wszystko odkręcić…
- Lily, nie mówmy o tym. Umówmy się, że nic się nie stało i nikt o tych zdarzeniach nie pamięta, dobrze?
- Ale ja powinnam…
- Jesteś strasznie uparta. Dlaczego chcesz na siłę się zamartwiać? Wszystko wróciło do normy i myśl tylko o tym.
- Och, niech ci będzie.
- Skoro wypowiedziałam już dwa magiczne słowa, to czas na ostatnie. Mam do ciebie prośbę. Jutro jest pogrzeb mamy. Czy zostałbyś ze mną? Potrzebuję cię.
Otworzyła oczy i spojrzała na zegarek, wskazujący godzinę siódmą. Czuła ogromny ból głowy i pieczenie skóry wokół oczu – może dlatego, że nie spała pół nocy, płacząc w poduszkę. Wszystko robiła machinalnie. Nie pamiętała, jak znalazła się w kuchni ani co przedtem robiła. Ocknęła się dopiero, gdy przy robieniu herbaty oparzyła się wrzątkiem i strąciła kubek na podłogę.
- Coś się stało? – spytał pan Evans, który właśnie wszedł do kuchni. – Słyszałem jakiś hałas.
- To tylko kubek – odpowiedziała Lily, zbierając kawałki naczynia rozrzucone po podłodze. Spojrzała przelotnie na ojca i pomyślała, że on też nie spał dobrze tej nocy. Miał podkrążone oczy, a na policzkach kilkudniowy zarost. – Co wolisz na śniadanie, jajecznicę czy naleśniki?
- Zrób coś dla siebie, nie jestem głodny.
Przygotowując posiłek, Lily modliła się, żeby ojciec nie zaczął rozmowy. Nie miała siły na trudne pytania, na które nie znalazłaby odpowiedzi. Na pytania o mamę, które tak by ją zabolały. Przeżuwała szybko kęsy, nie czując smaku potrawy. Chciała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i bez celu wpatrywać się w sufit. Prawie wrzuciła talerz do zlewu i wbiegła na piętro, zatrzymując się dopiero w swoim pokoju.
***
Spinner’s End nie cieszyło się dobrą sławą. Okoliczni mieszkańcy omijali je szerokim łukiem, zapuszczali się tam, tylko gdy musieli to zrobić. Wieczorami przechodnie przemykali szybko, starając się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi lub zbijali się w grupki, by czuć się bezpieczniej. Sama ulica nie różniła się od innych. Domy stojące przy niej wyglądały identycznie – po obu stronach zbudowano piętrowe domki z jednego rodzaju cegły, zastosowano taki sam układ okien i drzwi. Budynki różniły się jedynie tabliczkami z numerami, wiszącymi przy wejściu. W jednym z nich, w małym i zagraconym pokoju, przy krzywym, zniszczonym biurku siedział Severus Snape. Przed nim leżał czysty pergamin. Chłopiec schylił się i zaczął pisać. Czasami marszczył czoło, zastanawiał się chwilę, skreślał szybko zdanie i pochylał się znowu. W końcu wstał, przywołał do siebie sowę, przywiązał jej do nóżki list i wypuścił w podróż.
***
Z lekkiego snu obudziło ją stukanie. Powoli podniosła się i zdając sobie sprawę, że za oknem siedzi płomykówka, wpuściła ją do środka. Usiadła z wrażenia, gdy poznała znajome pismo na pergaminie.
Lily,
Pewnie dziwi Cię fakt, że do Ciebie napisałem. Nic dziwnego, w końcu ostatnio nie odnosiliśmy się do siebie zbyt przyjaźnie.
Słyszałem, co się stało i wiedz, że jest mi bardzo przykro z tego powodu. Nie będę Cię pocieszał, bo wyobrażam sobie, jak musi boleć Cię ta strata. Musisz poradzić sobie sama i żadne słowa pocieszenia Ci w tym nie pomogą. Jednak gdybyś chciała wyżalić się, porozmawiać, jak za dobrych czasów, albo po prostu pomilczeć, to służę pomocą. Wiem, że to będzie trudne, bo tyle się wydarzyło i pewnie nienawidzisz mnie za to, że tak Cię zraniłem, ale ja nadal uważam Cię za bliską mi osobę.
Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli się zobaczyć.
Severus.
W osłupieniu patrzyła na list i jakby nie chcąc wierzyć własnym oczom, przeczytała go jeszcze raz. Zastanawiała się, co ma zrobić. Lily znała Severusa zanim jeszcze dostała pierwszy list z Hogwartu. To on wprowadził ją w świat magii, tłumaczył, że jej umiejętności wcale nie są dziwne, jak próbowała wmówić jej Petunia. Twierdził, że jest wyjątkowa. Podczas pierwszych lat nauki nadal się przyjaźnili, chociaż byli we wrogich sobie domach. Mieli niepisaną umowę, że ich przyjaźń jest silniejsza niż klasowe podziały. Sytuacja zmieniła się w piątej klasie. Severus zaczął się oddalać od swojej przyjaciółki, a jego przekonania łamała fascynacja czarną magią i potęga, jakiej nigdy nie zaznał. Ich więź została ostatecznie zerwana, gdy Severus nazwał Lily szlamą. Od tej pory dziewczyna nie utrzymywała z nim żadnych kontaktów, a ból jaki jej zadał, rodziły w niej sprzeczne uczucia. Z jednej strony nadal w głębi serca darzyła go delikatnym uczuciem, czuła łączącą ich cienką nić porozumienia. Z drugiej strony ból jaki jej zadał, rodził rosnącą nienawiść, potegującą przy każdym spotkaniu. Dlatego po otrzymaniu listu, Lily nie miała pojęcia co zrobić. Czuła się zbyt słaba, by wyrzucić kartkę papieru i nie przejmować się jej treścią. Potrzebowała kogoś, komu mogłaby się wypłakać. Kogoś, kto nie jest zaangażowany w całą sytuację, wolny od towarzyszących jej emocji. I teraz nadarzała się taka okazja. Wzięła głęboki oddech, przemyślała wszystko jeszcze raz i sięgnęła po pióro.
***
- Już myślałem, że nie przyjdziesz – powiedział Severus, wstając z ławki.
- Zastanawiałam się nad tym.
- To dlaczego…?
- Dlaczego przyszłam? Szczerze mówiąc, sama do końca nie wiem. Chyba potrzebuję towarzystwa. – dziewczyna usiadła na ławce. Severusa uderzył jej wygląd. Miała podkrążone oczy, a jej rude włosy, które tak mu się podobały, straciły swój dawny blask.
- Jak się czujesz?
- Fatalnie. Gdy słyszę kroki na schodach myślę, że mama zaraz wejdzie do mojego pokoju i zawoła mnie na obiad. Gdy dzwoni telefon, mam nadzieję, że usłyszę jej głos. Nie mogę uwierzyć, że ona już… odeszła – w oczach dziewczyny pojawiły się łzy, a młody Snape miał wielką ochotę ją przytulić. – Mam ogromne wyrzuty sumienia, że nie wróciłam na święta do domu. Może coś bym zauważyła, może miałaby jeszcze jakieś szanse.
- Nie możesz się za to obwiniać. Byłaś w szkole, nie wypoczywałaś, tylko poświęcałaś wiele godzin na naukę. Pomyśl, twoja rodzina była na miejscu i nie mogli nic zrobić.
- Nie mogę się obwiniać? – spytała oburzona. – Przecież wtedy mogłabym zorganizować jakąś pomoc! Porozmawiać z Pomfrey, Dumbledorem, może nawet udałoby się załatwić miejsce w św. Mungu. Na pewno istnieją jakieś eliksiry albo zaklęcia, które mogłyby uleczyć moją mamę. A ja co? Myślałam o jakiś głupotach, przeżywałam to, że nie mam się do kogo odezwać, a w tym samym czasie, moja mama… umierała.
Lily schowała twarz z rękach opartych o kolana. Jej ramiona wstrząsały spazmy niepowstrzymanego płaczu.
- Lil, proszę cię, nie zrzucaj na siebie całej winy. Spójrz na mnie. Nie mogłaś NIC zrobić, rozumiesz? – powiedział Severus, trzymając dziewczynę za ramiona i potrząsając nią lekko. –Dumbledore, a nawet wszyscy czarodzieje świata nie byliby w stanie uratować twojej matki. Nawet my nie znamy lekarstwa na tę chorobę. Można jedynie uśmierzyć ból, nic więcej. Dlatego nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, nie możesz ich mieć.
- To nie jest takie łatwe.
***
Poczuł orzeźwiający podmuch wiatru i krzyknął z radości. Latanie na miotle było rzeczą, którą kochał. Uwielbiał odczuwać wzrastającą prędkość oraz powietrze muskające całe jego ciało, mierzwiące włosy i wyciskające łzy z oczu. Patrzył z góry na ludzi, którzy teraz wyglądali jak małe punkty, na rzeki, które wyglądały jak niebieskie wstążki i wielkie zielone płachty lasów.
Podczas lotu czuł, że żyje. Zapominał o wszystkim, co go otaczało. Był tylko on i opór powietrza. W takich chwilach, zastanawiał się, czy jego pasja nie pomogłaby w osiągnięciu kariery. Wiele razy rozmyślał, żeby zostać zawodowym graczem w quidditcha – był w końcu znakomitym ścigającym, od roku kapitanem niezwyciężonej podczas jego pobytu w szkole drużyny. Wyobraził sobie siebie samego wychodzącego z szatni, oślepianego blaskiem fleszy i reflektorów, wiwatujący tłum, skandujący jego nazwisko, tygodnik „Między tyczkami” z jego własnym zdjęciem na okładce i nagłówkiem „James Potter – najlepszy ścigający Anglii”…
Oczywiście rodzice odwodzili go od tego pomysłu. W myślach usłyszał głos ojca: „To tylko kilka lat zabawy. A potem co? Co zrobisz bez wykształcenia? Sława to nie wszystko. ” i histeryczne okrzyki matki: „Co będzie, jeżeli nabawisz się jakiejś kontuzji? Wyobrażasz sobie, co będę przeżywać, jak dostaniesz tłuczkiem i nie będziesz wiedział, jak się nazywasz?”. Wiedział, że taka kariera jest niebezpieczna, bo z zasady zawodnicy robią wszystko, żeby wygrać, ale James miał ułożony plan na całe życie. Postanowił, chociaż nie wiedział jeszcze, jak ma tego dokonać, że po szkole ożeni się z Lily, będą mieli trójkę wspaniałych rudych dzieci, zostanie reprezentantem Anglii, a gdy jego kontrakty się zakończą, skończy szkołę dla aurorów. Potem będzie patrzył jak jego dzieci rosną, stawiają pierwszy kroki, zaczynają mówić, idą do Hogwartu, zostają sławnymi uzdrowicielami czy Aurorami… Wydawało mu się to tak proste i jednocześnie bardzo odległe. To jego ostatnia szansa na zdobycie Lily. Bo jak nie ona, to kto? Nie wierzył, żeby na świecie żyła jakakolwiek inna kobieta, którą mógłby pokochać tak samo mocno, jak ją.
Lądując, zeskoczył jeszcze w locie z miotły i włożył ją do komórki. Pogwizdując, zdjął z siebie pelerynę-niewidkę, złożył ją starannie i wszedł do domu.
- Ej, mogłeś mnie wziąć ze sobą – powiedział Syriusz z wyrzutem. – Chyba, że z jakiś ważnych powodów chciałeś być sam.
James uderzył go lekko w ramię i zaśmiał się.
- Od razu powody, tak sobie chciałem polatać. A ty co robiłeś?
-Nic szczególnego, przyszedł list od Juliet.
- No i co? Kiedy wraca?
- Niestety pod koniec lipca. Nie wiem, jak ja to wytrzymam.
Młody Potter spojrzał na niego wstrząśnięty.
- No nie! Black się zakochał! Zaraz, gdzie jest moje pióro, muszę to zapisać…
- Ale ty głupi jesteś. Nie zakochałem się i w najbliższym czasie nie mam takiego zamiaru. Jesteśmy na etapie randek i poznawania się, na razie wystarczy.
- Na razie? Więc chcesz, żeby był jakiś ciąg dalszy.
- Daj spokój, nie chcę o tym rozmawiać – powiedział Syriusz, nieco nachmurzony. – Przyszedł do ciebie list, jest w twoim pokoju.
- Od kogo? – spytał James, wbiegając po schodach.
- A skąd mam wiedzieć? Przecież nie otwierałem.
Drzwi z hukiem uderzyły o ścianę, gdy chłopak wpadł do pokoju i porwał z biurka zwitek pergaminu, rozwijając go szybko. Przez jedną krótką chwilę, myślał, że to Lily zdecydowała się do niego napisać, ale po przeczytaniu pierwszej pomyłki dowiedział się, jak bardzo się mylił.
Potter,
Sam sobie się dziwię, że do Ciebie piszę. Nie będę się rozwodził nad tym, jak bardzo Cię nienawidzę, bo obaj to wiemy. Chcę Ci jednak coś przekazać i doceń to, że przemogłem się, by to zrobić.
Mama Lily nie żyje. Jeżeli naprawdę kochasz Ją tak, jak twierdzisz, to przyjedź. Potrzebuje wsparcia.
Severus
- Od kogo? – spytał Syriusz, próbując zajrzeć Jamesowi przez ramię.
- Od Snape’a. Mama Lily nie żyje. Jadę do niej – odpowiedział i wybiegł z pokoju.